Parę słów o kulturze rodzinnej, czyli Dom przez duże D

Jak wiecie, jestem pasjonatką zarządzania czasem i chłonę dość szybko wszystkie książki na ten temat, które wpadną mi z ręce. Również kilka tytułów Laury Vanderkam (polecam jej występ na TED dotyczący czasu – tutaj link). Jej badania dotyczące zarządzania czasem przez kobiety są już bardzo obszerne i myślę, że oparte na nich przemyślenia i porady coraz bardziej cenne, ale jedna rzecz mnie zastanawia.

Laura Vanderkam często jako sposób na oszczędzanie czasu podsuwa taki pomysł : „obniż swoje standardy dotyczące porządku i czystości w domu” albo „po co odkurzać przez godzinę skoro za kilka dni znowu w twojej sypialni będzie pełno kurzu, tej straconej godziny już nie odzyskasz” albo „jeśli za dużo czasu zajmuje ci przygotowanie posiłków (to była akurat rada dla singla, który chciał się bardziej zdrowo odżywiać), to znajdź firmę, która to zrobi za ciebie, a ty będziesz mógł bardziej skupić się na pracy (w założeniu firma przygotuje posiłki sprawniej, szybciej i taniej – bo wykorzystuje efekt skali), itd. Tych przykładów można by mnożyć. W efekcie gdybym spotkała kiedyś Laurę chętnie zapytałabym ją, co ją powstrzymuje przed zamieszkaniem w hotelu?  Jej podejście jest dla mnie tym bardziej zastanawiające, że Laura nie jest singlem, ale razem z mężem wychowuje czworo dzieci.

Możemy oczywiście szukać kolejnych godzin, by móc je przeznaczyć na pracę (w domyśle pracę zawodową) tylko czy naprawdę o to chodzi?

Wszystkie badania pokazują, że kobiety w Polsce najbardziej cenią rodzinę. A jeśli rodzina… to i dom, czyli, jak mówią definicje, jej ramy przestrzenne i zaplecze materialne… 

Dom przez duże D to nie tylko materialne ściany i meble, to atmosfera, którą czujemy myśląc o domu…  To kultura i zwyczaje, które tam panują.. Mamy przecież konkretne wspomnienia z naszego rodzinnego domu, i często te wspomnienia są bardzo ważne dla naszego dorosłego życia…

Dom to miejsce, gdzie strzeżemy naszej prywatności i intymności. To miejsce, gdzie troszczymy się o kochane osoby, o chorych, o zmęczonych, o dzieci i gdzie inni troszczą się o nas… (Kiedyś w środku dnia położyłam się na kanapie na jakieś 2 minuty – od razu Marysia przyszła i z troską w głosie zapytała: Mamo, coś się stało? źle się czujesz? 🙂 ). Każda praca, którą wykonujemy w domu, jest czymś więcej niż pracą, bo dotyczy relacji rodzinnych, relacji miłości. Jeśli gotuję obiad, to robię zdecydowanie coś więcej niż kucharz w restauracji…

Myślę, że dzisiaj wiele z nas myśli o pracach typowo domowych jako o czymś bardzo przyziemnym, tak bardzo, że należy to ograniczać jak tylko to możliwe. Oczywiście każdy dokonuje swoich wyborów i nie możemy być w kilku miejscach jednocześnie, ale czy zlecając wszystkie prace na zewnątrz (sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie, itd.) czegoś nie tracimy? I nie chodzi mi tu tylko o wymiar wychowawczy – myślę, że nasze dzieci powinny wiedzieć co to prace domowe, umieć je wykonywać, wykonywać dobrze, a dzięki temu też doceniać. Chodzi o coś więcej.

Prace domowe służą zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych członków naszej rodziny. Nie jesteśmy aniołami – i mamy także potrzeby cielesne, fizjologiczne. Z realizowania tych potrzeb tworzymy kulturę – kulturę jedzenia (zwierzęta przecież nie nakrywają do stołu ani nie prowadzą restauracji), kulturę mieszkania (architektura, dekoracje wnętrz). To wszystko ma ogromny sens. Ma służyć rodzinie i czemuś, co kiedyś się nazywało tworzeniem ogniska domowego, a dzisiaj chyba bardziej – kultury rodzinnej.

Nieprzypadkowo w PRL-u ciasne mieszkanka były tak projektowane, że w ciemnej kuchni nie było miejsca na stół, a pokój dzienny – miał meblościankę z TV a z drugiej strony fotele i ławę. Zwróćcie uwagę (piszę do tych, którzy mogą to jeszcze pamiętać 🙂 ) , że w sklepach nie było raczej stołów, a tylko niskie stoliki i ławy… W ogóle nasza polska historia nie sprzyjała tworzeniu tej kultury, szczególnie od strony estetycznej. Nasze babcie i prababcie często musiały bronić domów i dzieci (kiedy pradziadkowie walczyli w powstaniach, byli więzieni, itd) najbardziej dosłownie, i nie zajmowały się nakrywaniem do stołu, ale hodowaniem kur pod podłogą, by mieć co na tym stole postawić (być może dlatego Polki na tle Europy są bardzo przedsiębiorcze i odważne 🙂 ).

Dziś feministki mówią o uwolnieniu kobiet od garów, pieluch itd.  A ja pytam, czy jest coś radośniejszego niż wspólna kolacja czy obiad, kiedy cała rodzina zasiada przy jednym stole? Oczywiście, że ktoś musi przygotować i stół i posiłek i posprzątać. Uwaga! Teraz coś odkrywczego 🙂 : im nas więcej tym weselej i tym więcej rąk do pracy.  Nie ukrywam, że miło jest wrócić z pracy i dostać obiad (z deserem) przygotowany przez dzieci 🙂 , ale też miło jest przygotować coś pysznego dla całej rodziny…

Wiele lat temu, kiedy zaczynałam pracę zawodową i chciałam robić karierę (były takie czasy 🙂 ) czytałam w jakiejś gazecie wywiad z żoną jednego ze znanych polskich reżyserów. Dziennikarka pytała ją o to, dlaczego nie pracuje zawodowo i “siedzi” w domu. Na co otrzymała odpowiedź: “Jak można porównać nudne przewracanie papierów w biurze z czymś tak kreatywnym jak gotowanie obiadu mężowi?” Ten wywiad nie spowodował, że porzuciłam “karierę zawodową” – przewracałam papiery w biurze przez kolejne 20 lat, ale dał mi dużo do myślenia …

Kultura rodzinna to nie tylko stół. Kultura rodzinna to także atmosfera, która panuje w domu, uśmiech, a także to, że ktoś czeka… Pamiętam pierwsze lata mojego małżeństwa, kiedy jeździliśmy najpierw sami z mężem, potem z dziećmi, do moich rodziców na święta. Kiedy późno wieczorem dojeżdżaliśmy na miejsce… już nam tata otwierał drzwi do garażu, żebyśmy śpiące dzieci mogli przenieść bez ubierania, już ciepła kolacja czekała i pościelone łóżka. Czułam, że wracam do Domu… I wiedziałam, co robić, by mój nowy dom stawał się Domem.

To chyba naturalne, że kiedy wspominamy swoje rodzinne domy, często przychodzą nam na myśl święta. To jak spędzamy Święta, które święta obchodzimy i w ogóle, co świętujemy ma wielkie znaczenie dla budowania naszej rodzinnej kultury. To się nie dzieje samo, ani od razu. Trwa latami. Czy obchodzimy urodziny czy imieniny? czy świętujemy Dzień Matki? rocznicę Ślubu? Jak spędzamy Boże Narodzenie… itd. Przecież świętujemy to, co jest ważne…

Marysia nakrywa do Wigilijnego stołu

I jeszcze jeden aspekt – poza stołem i świętami – nasze codzienne rytuały i zwyczaje. To jak spędzamy czas na co dzień, co robimy rano, a co wieczorami. Jak odpoczywamy… Kiedy czytamy… Czy udaje nam się codziennie razem zasiąść do stołu? jeśli wspólna kolacja jest niemożliwa, to może wspólne śniadanie? Może mamy ustalone dyżury, kto robi kanapki do szkoły albo kto prasuje mundurki? Albo to, że nasz wspólny czas przy stole jest czasem bez ekranów…

W ogóle wydaje się, że ekrany (mam na myśli TV i smartfony) stanowią dzisiaj największe zagrożenia dla życia rodzinnego. Dostęp do internetu przez smartfona jest czymś, co bardzo wciąga dorosłych (wiem z własnego doświadczenia), a jeszcze bardziej młodzież. Dlatego warto, zanim wsiąkniemy w to za bardzo, ustalić jakiś rozsądny regulamin rodzinny dotyczący korzystania z elektroniki.

Oto kilka bardzo prostych pomysłów na rodzinne rytuały, codzienne i świąteczne:

  • świętowanie imienin – wspólny deser, a solenizant opowiada o swoim patronie,
  • świętowanie urodzin – z oglądaniem zdjęć,
  • wieczorne wspólne głośne czytanie – szczególnie klasyki dla dzieci,
  • piątkowe kino z popcornem,
  • niedzielne spacery bliższe i dalsze,
  • niedzielny obiad – z obrusem i świecami,
  • wspólne gotowanie w sobotę (w tym przygotowanie deseru na niedzielę),
  • robienie co jakiś czas (np. co 2-3 lata) zdjęć rodzinnych – i zrobienie takiej mini-galerii rodzinnej w jednym miejscu w domu,
  • pieczenie pierników przed Bożym Narodzeniem.
Fotki rodzinne w “jednym miejscu”

I ostatnia rzecz, od której może powinnam zacząć. Żeby był Dom, ktoś musi w nim być. Ktoś musi na kogoś czekać. Pusty dom, to nie Dom. Niby oczywiste. Ale… No właśnie, ale. Ostatnio dowiedziałam się, że w moim szeroko pojętym otoczeniu jest dziewczyna, 7. klasa SP, czyli 14-letnia, u której jakiś czas temu zaczęły się problemy, z anoreksją włącznie. Po bliższym przyjrzeniu się sprawie, okazało się, że źródłem… jest samotność. No bo jak ona ma czuć się kochana, kto ma jej powiedzieć, że jest kochana, jeśli jej rodziców ciągle nie ma w domu…

Miłego czasu spędzanego … w Domu.

4 Komentarze

  • Tak sobie myślę, że to wszystko racja 🙂 Też słucham Laury i trochę inaczej odbieram to co mówi i nie ukrywam, że bardzo mi to pomogło w godzeniu bycia żoną i mamą z pracą zawodową – po prostu wyluzować. Owszem, budować Dom z jego zwyczajami, ale też nie poświęcać więcej czasu na rzeczy, które tego nie potrzebują. I tak np. uzbierałam na robot, który odkurza i myje podłogi za mnie, zrezygnowałam ze sprzątaniowych sobót (kiedy chodziłam zła, bo nie potrafiłam się zatrzymać i odpocząć) na rzecz ogarniania po trochu, itp. Mąż odetchnął, bo i ja jestem teraz przyjemniejsza 🙂

    • Bardzo dziękuję za ten głos. Zgadzam się :-), Wyluzowanie baaardzo pomaga. Może masz rację z tym odbiorem Laury – ja chyba mam wrażenie, że ona zbyt przesuwa priorytety w stronę pracy zawodowej. Oczywiście w mojej subiektywnej opinii. Pewnie to wynika z tego, że ona uwielbia swoją pracę a ja bardzo lubię prace domowe… Chociaż też zrezygnowałam ze sprzątaniowych sobót,i z zakupowych… Chyba, że robimy to całą rodziną w sytuacji jakiejś awarii… U mnie sobota to przede wszystkim odpoczynek. A jak się już zresetuję to wtedy najczęściej gotowanie….

Dodaj komentarz