O szukaniu równowagi praca-dom, czyli work-life balance

Znam mnóstwo ciężko pracujących kobiet. Od rana do wieczora. Mamy wiele talentów, które chcemy rozwijać. Jesteśmy pracowite, obowiązkowe, wypełniamy wiele ról, sporą część z nich jednocześnie. W ogóle jesteśmy mistrzyniami „multi-taskingu”. Hmm, prasowanie… może w tym czasie posłucham przemówienia Trumpa w Warszawie (nie śmiejcie się, ale to pierwszy przykład, który przyszedł mi do głowy. Interesuję się tym, co dzieje się na świecie, więc kiedy w lipcu po urlopie miałam góry prasowania ustawiłam laptop na parapecie i ku zdziwieniu moich domowników oglądałam wszystkie „polityczne” zaległości). Gotowanie zupy i pogaduchy z przyjaciółką? Standard. W ogóle codziennie udowadniamy, że umiemy dużo naraz i mamy ekstra podzielność uwagi. Staramy się być perfekcyjne. To chyba najbardziej popularne opcje perfekcjonizmu:

Opcja 1. – Perfekcyjne we wszystkim – jako pracowniczki czy właścicielki swoich firm, jako Mamy!! – super ważne, jako żony, siostry, córki, sąsiadki, przyjaciółki, itd…. Jako obywatelki, wolontariuszki, trójki klasowe…..

 Opcja 2. – Perfekcyjne w pracy. To nasza misja życiowa. Jesteśmy zaangażowane, inwestujemy czas i wysiłek by realizować ważne projekty, budować odpowiednie relacje, szkolić się, planować kolejne szczeble kariery. Często dla dobra dzieci, bo co jeśli stracę pracę…

Są oczywiście jeszcze inne, ale wydaje mi się, że tych jest najwięcej…

Ja jestem zdecydowanie bliżej opcji 1. 🙂

Co nas łączy – przemęczenie i brak czasu. Na większość pytań odpowiadamy nie mam czasu / nie mam siły. A w ogóle to, jak ten czas leci…

Dlatego dzisiaj chciałabym się pochylić trochę nad pracowaniem w pracy. Po ponad 20 latach pracy w korporacjach mam trochę swoich przemyśleń i obserwacji…

Praca zawodowa dzisiaj (czyli w epoce postindustrialnej).

Nasza praca zdecydowanie różni się od pracy, którą wykonywano kilka dekad temu. Kiedyś stosunkowo łatwo można było zobaczyć czy praca jest wykonana – pole zaorane, maszyny obsłużone, krowy wydojone, „wihajstry przekręcone” :-). Dzisiaj oczywiście takie prace nadal są wykonywane, ale zdecydowana większość z nas pracuje umysłowo. Mamy gospodarkę opartą na wiedzy…

W praktyce to oznacza, że nasze stanowiska mają dość abstrakcyjnie zdefiniowany zakres obowiązków i kompetencji. Zazwyczaj duży zakres obowiązków. Do tego każdy projekt można wykonać lepiej (poprawiać go w nieskończoność  – kiedy ten artykuł jest idealny? Lub wystarczająco dobry – to tylko moja subiektywna opinia). Mamy nieograniczony dostęp do wiedzy i informacji, a to oznacza, że faktycznie możemy nad czymś pracować bez końca. Często praca wymaga też komunikacji i współpracy z innymi, co generuje także pracę tym innym…. Co więcej nasze obowiązki ewoluują, zmieniają się wymagania i potrzebne umiejętności. Musimy się uczyć, szkolić, nadążać…

Podnosimy swój poziom życia, mamy coraz większe oczekiwania co do „odpowiedniego czy wystarczającego standardu” – i realizowanie tych rzeczy (chociażby wyjazdu rodzinnego na wakacje) też wymaga wysiłku, pracy i czasu. Windujemy nasz stres i bierzemy na siebie więcej niż jesteśmy w stanie unieść.

Mental load” – obciążenie mentalne

Nawet jeśli pominiemy tzw. prace domowe (mam na myśli zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie, itd.), bo tutaj wprowadziłyśmy lepiej lub gorzej jakiś podział obowiązków między domownikami, to i tak dochodzi nam jeszcze coś, co Jessica N. Turner nazywa „mental load”, kobiece „obciążenie mentalne” . W swojej książce “Stretched too Thin” definiuje to  jako “w dużym stopniu niewidzialną pracę polegającą na zauważaniu i pamiętaniu” (ang. largely invisible work of remembering and noticing). A ponieważ jest ona właśnie niewidzialna, często nie traktujemy jej jako pracę.

Oto kilka przykładów:

– świadomość ogólnego stanu rozwoju i zdrowia dzieci (czy moje dziecko miało dzisiaj drzemkę, kiedy następne szczepienie, trzeba skontrolować wzrok, może pora już wprowadzić bardziej dorosłe jedzenie, jedno dziecko je za dużo, drugie za mało, za bardzo monotonnie, trzeba więcej owoców, itd),

– zarządzanie relacjami z przyjaciółmi ( umawianie się na spotkania, wyjścia),

– zauważanie drobnych napraw, które trzeba wykonać w domu (remonty, malowanie, zepsute krany, spalone żarówki, itd.),

– planowanie posiłków i robienie list zakupowych (nawet jeśli ktoś inny gotuje w danym dniu czy robi faktycznie zakupy),

– zajmowanie się finansami (płacenie rachunków, zajmowanie się kontami bankowymi itd.),

– organizowanie wakacji (szukanie i planowanie wyjazdów, kupowanie biletów),

– zakupy prezentów urodzinowych, świątecznych,

– zauważanie, że dzieci wyrosły z ubrań i kupowanie nowych.


Całkiem sporo tego, prawda?

Nic dziwnego, że jeśli dodamy do tego etat zawodowy jesteśmy przemęczone.

Wypalenie zawodowe.

I tak w wyścigu, by wszystko zrobić, pojawia się wypalenie zawodowe.

Już na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego stulecia zauważono duże spadki wydajności pracowników (dodatkowe godziny, nadgodziny nie przynosiły efektów).  Badania (oczywiście w USA 🙂 ) wykazały u pracowników zaburzenia zdrowotne, spadek zaangażowania, drastyczne obniżenie wydajności.

To główne objawy wypalenia zawodowego. Poza tym można zauważyć jeszcze: dekoncentrację, brak entuzjazmu, niechęć do zmian, choroby somatyczne i nerwicowe, i co bardzo istotne  – pojawiają się problemy rodzinne. Eksperci nazywają to zagubieniem w czasie poświęconym na pracę , w celach, priorytetach i wartościach pracowników.

Tak powstała teoria work-life balance. ( – równowaga praca-życie prywatne).

Work-life balance (WLB) i work-life integration

WLB było sztywną próbą oddzielenia sfery  zawodowej od życia prywatnego. W praktyce okazała się ona niewykonalna i wręcz komplikująca (nasze życie rodzinne nie zatrzymuje się przecież między 9.00 a 17.00).  Dlatego dzisiaj mówimy bardziej o work-life integration – o integracji zamiast równowagi.

Ta integracja polega na szukaniu optymalnego połączenia różnych sfer życia, na doświadczeniu spójności, integralności i wewnętrznego spokoju. Zakłada bardziej wzajemne przenikanie się różnych sfer, a nie ich rozdzielanie.

Nie jest też narzuconą atmosferą w pracy – to rodzaj równowagi , który w dużej mierze zależy od nas.

To umiejętność, którą trzeba wypracować. Czasami same sobie stwarzamy bariery. Albo ulegamy nawykom i przyzwyczajeniom, albo boimy się zmian ( co powie szef?). Nawet kiedy firma umożliwia pracę zdalną albo elastyczne godziny, często boimy się z niej korzystać. To moje osobiste obserwacje.

Podam przykład :

Jest godz. 15.00. Jestem w biurze,  już zmęczona, ale mam jeszcze sporo pracy i coś ważnego (wymagającego „zmóżdżenia się ” do skończenia). Chciałabym też wstąpić po pracy na bazarek (owoce, pieczywo). Główna myśl, która chodzi mi po głowie to : KAWA!!!. Potrzebna mi krótka przerwa i muszę jakoś się jeszcze zebrać, żeby skończyć pracę.

Mam 2 opcje do wyboru :

Wersja standardowa:

15.00 -15.30 – idę po kawę , krótka przerwa, (nie daj Boże jeszcze kogoś spotkam po drodze i pogadam o tym jak mało mam czasu…)

15.30 – 16.30 – intensywna praca zakończona sukcesem 🙂

16.30 – 17.30 – powrót do domu (o tej porze duże korki)

17.30 – 18.00 – zakupy na bazarku ( o tej porze spore kolejki )

18.00 – w domu

Wersja „elastyczna”  (wielokrotnie przeze mnie przećwiczona)

15.00 – 15.30 – wychodzę i jadę do domu (o 15.00 nie ma jeszcze korków, jadę prawie 2 razy szybciej, słucham muzyki, to taka pora relaksu 🙂

15.30 – 15.45 – zakupy na bazarku (o tej porze już nie ma emerytów, a jeszcze nie ma „wracających z pracy”)

15.45 -16.00 – jestem w domu, robię kawę (KAWA musi być!)

16.00 – 17.00 – intensywna praca zakończona sukcesem 🙂

17.00 – w domu.

W wersji elastycznej jestem o godzinę czasu do przodu. I pewnie zgodzicie się ze mną, że o tej porze w środku tygodnia to ogromna różnica.

To tylko mały przykład pokazujący, ile zależy od naszego podejścia. Oczywiście nie zawsze jest tak, że możemy wyjść z pracy kiedy chcemy. Chodzi o bardziej zadaniowe podejście do tego co mamy do zrobienia w ogóle (nie tylko w pracy) – a żonglowanie tymi zadaniami bardzo zwiększa wydajność .

Co jeszcze sprzyja integracji praca-dom?

  1. We wszystkim co robię zachowuję umiar i rozsądek.
  2. Mam prawo w domu mówić o pracy, a w pracy o życiu prywatnym.
  3. Poświęcam pracy tyle czasu, ile jest korzystne dla mojej rodziny.
  4. Moi bliscy są dla mnie ważni także w czasie pracy. Szanuję i słucham moich bliskich, poświęcam im czas, dotrzymuję złożonych obietnic.
  5. Jeśli wymaga tego poważna sytuacja poświęcam czas pracy w dni wolne. Wyjazdy służbowe są elementem mojej pracy. Ustalam to w pracy i w domu.
  6. W pracy odbieram ważne telefony prywatne, a w domu ważne telefony zawodowe.
  7. Dbam o swoje potrzeby fizyczne i psychiczne. (np. o odpoczynek – więcej o odpoczynku tutaj)

Miłej pracy i dobrego odpoczynku 🙂

Dodaj komentarz