Nowy Rok… szkolny, czyli o planowaniu średnioterminowym

Nowy rok szkolny to tak naprawdę Nowy Rok – jeśli oczywiście mamy dzieci szkolne czy nawet przedszkolne. Czas zmian … grupy , klasy, przedmiotów, piórnika czy plecaka, zajęć dodatkowych, itd., itp. Najlepszy czas na nowe otwarcia, robienie noworocznych postanowień (dla mnie właśnie teraz a nie w styczniu… 🙂 i planowanie całego roku….

Po wypoczynku wakacyjnym wszystko powoli wraca do normy, mamy nowy zapas sił i nowe pomysły… To dobry czas na zastanowienie się nad całym rokiem.

 No to po kolei:

Wrzesień, czyli trzeba przetrwać

Wrzesień to taki miesiąc, kiedy zawsze mam wrażenie, że nie ogarniam…. Spóźniam się (bo korki są jeszcze większe niż w zeszłym roku!!!). Zebrania rodziców w szkole, w przedszkolu, w klubie… zapisy na nowe sezony, podręczniki do kupienia, lektury, zapłacić za to , za tamto, a jeszcze wycieczka, wypełniać druki, zgody, zapomniałam o upoważnieniu opiekunki do odbioru dziecka z przedszkola, a te spodnie, co jeszcze na początku wakacji były ok, teraz już znowu za krótkie…. Itd., itp. Ratunku!!!

Dlatego od paru lat żeby nie zwariować, mój plan na wrzesień brzmi – PRZETRWAĆ i nie przejmować się. Dać sobie trochę czasu na wejście w rytm. Dzieciom też. To czas ćwiczenia wyrozumiałości i cierpliwości (w ogóle wydaje się, że cierpliwość jest dość nietypowa… im bardziej ją ćwiczymy, tym bardziej jej ubywa….) I dla mnie duża lekcja pokory, jeśli chodzi o umiejętność organizacji – bo zawsze się przekonuję, że wiele rzeczy mogło pójść lepiej… gdybym to lepiej przemyślała, itd.

Październik – czas ostrzenia piły (coś dla ducha)

Uwielbiam październik. Żółknące liście, rześki zapach powietrza, coraz dłuższe wieczory. Od lat kojarzy mi się z początkiem roku akademickiego (oj, chętnie bym się przyłączyła do studentów…), czekaniem z niecierpliwością na pierwsze wykłady – co też nowego mnie spotka w tym roku (wiem, nie jestem normalna – wg testów Gallupa jedną z głównych moich mocnych stron jest uczenie się). Dlatego teraz, kiedy już nie studiuję ( 🙂 ) to jest mój czas 5K albo 6K (Kawa, Kanapa, Kapcie, Kocyk, Książka + w wersji Lux: Kominek). Na zewnątrz robi się szaro ponuro, czasem mokro więc z radością zasiadam nad jakąś lekturą. Najlepiej taką, która pozwoli mi szerzej spojrzeć na siebie, swoje życie i świat dookoła. Takie intelektualne ostrzenie piły (czyli nawyk 7. z książki: “7 nawyków skutecznego działania” S. Covey’a. Jeśli jeszcze jej nie znasz to serdecznie polecam). Od kilku lat staram się też wyjechać sama na kilka dni do mojego “duchowego SPA”, czyli na rekolekcje.

Listopad – ostrzenie piły ( coś dla ciała )

Jesień to u mnie też czas zadbania o zdrowie, czyli “podrasowania” układu odpornościowego przed zimą. Od wielu lat, co roku przed sezonem zimowym, robimy takie “porządki wewnętrzne”. Polegają one na co najmniej 3-tygodniowej diecie (3 tygodnie to podobno minimum, żeby odbudować jelita) – bez glutenu, cukru i produktów mlecznych. Tę dietę łączymy z przyjmowaniem leków przeciw-pasożytniczych: ziołowych lub innych. Tak “wyczyszczone” dzieci mogą spokojnie zmierzyć się z sezonem grypowym. Koniecznym elementem tego procederu (ze względu na tępienie pasożytów) jest tzw. “obsesyjne sprzątanie domu” – które polega na czyszczeniu i praniu wszystkiego. Jak łatwo się domyślić to jest jednocześnie ta część porządków przedświątecznych, która polega na praniu sof, dywanów, wszystkich koców, pluszaków, “kąpaniu” klocków i innych zabawek… Chodzi o to żeby zdążyć przed Adwentem, czyli na początku grudnia mieć to już z głowy…

Grudzień, czyli Adwent

Grudzień to rodzinny czas oczekiwania. A ponieważ oczekiwanie to połowa przyjemności, w grudniu większość “porządków” mam już za sobą więc skupiam się na oczekiwaniu… czyli na Roratach i szykowaniu świąt (czytaj: pieczeniu pierników, ciasteczek, itd.). Druga ważna rzecz, żeby nie popsuć sobie atmosfery zbliżających się świąt, to omijać sklepy szerokim łukiem. Dlatego prezenty raczej mam już kupione (ewentualnie dokupuję coś przez internet). Kilka dni po świętach, a przed Nowym Rokiem, kiedy dzieci są w domu, wykorzystujemy na zimowe przeglądy szaf i stworzenie listy brakujących ubrań i sprzętów przed feriami.

Styczeń – karnawał

W styczniu szykujemy się do ferii, więc to trochę czas zakupowy, ale przede wszystkim karnawał. Od Sylwestra zaczynając… Plan minimum to przynajmniej jedno wyjście “taneczne” z mężem. Najlepiej na bal…

Luty – czas ferii

Luty to już taki “półmetek” 🙂 . Czas zimowego odpoczynku. Na szczęście aktywnego. Od lat staramy się wyjechać wtedy razem z innymi rodzinami na narty. To dla mnie czas odrobiny sportu i czas towarzyski. Uwielbiam wyjazdy z przyjaciółmi, wspólne szusowanie, a potem długie wieczorne Polaków rozmowy…

Marzec, miesiąc postny

Po karnawale i nartach przychodzi czas Wielkiego Postu , a potem Wielkanocy. Dobrze wtedy zmierzyć się z sobą i własnymi słabościami właśnie podejmując jakiś post….

Kwiecień – wiosna, ach to ty!

Otwieramy sezon spacerowo-ogródkowo-grillowy. To drugi po karnawale sezon towarzyski, który trwa jeszcze w maju. Jak tylko słoneczko przygrzeje mocniej można wyjść “spod kocyka” i “odkurzyć” rowery, posiać pietruszkę i sałatę, a spotkania towarzyskie przenieść w plener.

Maj – wakacje już blisko…

Zwykle na wczasy wyjeżdżamy od razu na początku wakacji, więc już w maju robimy tzw. letnie przeglądy szaf. Mam wtedy sporo czasu na ewentualne zakupy. Przy okazji na Dzień Dziecka można sprawić dzieciom prezenty, oczywiście takie, które będą przydatne na wyjazdy wakacyjne.

Maj to też oczywiście majówka – którą staramy się planować tak, by trochę pozwiedzać bliższe lub dalsze okolice najlepiej z tymi z naszych przyjaciół, którzy mieszkają w innych województwach i/lub z innych powodów nie mogą jechać z nami na narty i w ten sposób nadrabiamy towarzyskie zaległości (druga taka okazja jest oczywiście zazwyczaj w czerwcu – na Boże Ciało).

Czerwiec, czyli kończymy…

To miesiąc, kiedy jedziemy już na oparach. Kończymy szkołę, kończymy różne projekty zawodowe, jeszcze tylko ogarnąć pakowanie , i już wakacje!!!

Lipiec – czas rodzinny

Lipiec to po pierwsze czas rodzinnych wyjazdów (oby jak najdłużej!), po drugie moment “przeglądów technicznych”, czyli wizyt u dentysty, okulisty, itd. co tam, kto potrzebuje, a po trzecie to czas kiedy uczę dzieci nowych prac domowych (więcej na temat znajdziesz tutaj: W czasie deszczu i wakacji dzieci się nudzą )

Sierpień – czas dla siebie i dla męża

W tym roku już drugi raz (!!!) zdarzyło mi się, że przez kilka dni byłam sama w domu. Więc mimo, że tak naprawdę jestem już po urlopie, to bardzo odpoczywam (w pracy to też trochę sezon ogórkowy – bo bardzo dużo osób jest na urlopach), a po pracy… cały czas dla mnie… W sierpniu też staramy się zaplanować wspólny z mężem czas we dwoje, czyli kilkudniowy wypad, najlepiej w nieznane… ( więcej na ten temat znajdziesz tutaj: Dobry czas, nie dla siebie, nie dla dzieci ).

Dodaj komentarz