Jestem mamą. Niezastąpioną.

Gdyby ktoś mnie zapytał, co łączy wszystkie mamy, to pierwsza odpowiedź jaka przychodzi mi do głowy – brzmiałaby, że to pragnienie bycia idealną. Przede wszystkim właśnie idealną matką.

W rzeczywistości – żadna z nas nie jest idealna, ale na pewno każda jest najlepsza dla swoich dzieci. Lepszej nie mają i nie będą miały. To wielka odpowiedzialność.

Pierwsza ciąża to taki czas, kiedy chyba każda kobieta uświadamia sobie, że to prawdziwy krok w stronę dorosłości. Życie na “własny” – nawet wspólny z mężem, ale jednak ciągle odrębny – rachunek się kończy…. Czujemy, że żarty się skończyły… 🙂 . Nawet najbardziej “wyluzowane” z nas jakoś poważnieją… Kiedy nowy człowiek pojawia się na świecie, jesteśmy całe dla niego… Nagle, praktycznie z dnia na dzień, to “co ja chcę, potrzebuję, czuję” – zmienia się na “to, co ono chce, czuje, potrzebuje…”

Dla niektórych to przytłaczające, trudne doświadczenie, dla innych bardziej radosne i naturalne. Ale jedno wiemy na pewno – dla naszych dzieci zrobiłybyśmy wszystko…

Pytanie – czy robienie “wszystkiego” jest konieczne? Czasami nie wyobrażamy sobie inaczej. Jednak w zależności od tego na jakim etapie naszego macierzyństwa jesteśmy warto pomyśleć o tym, co wydaje się najważniejsze. Z moich własnych doświadczeń, ale też z wielokrotnych rozmów z różnymi mamami, wynika, że czasami zapominamy albo poddajemy się w walce na przykład o własny odpoczynek…

Mamy dzidziusia, czyli o odpoczynku

Na początku nasze poczucie odpowiedzialności, chęć bycia perfekcyjną i zmęczenie fizyczne może prowadzić do obniżenia nastroju a nawet do depresji. Sam powrót do równowagi hormonalnej trochę trwa… Ja z osoby mającej problemy z bezsennością zmieniłam się od razu w kogoś, kto jest w stanie zasnąć od razu i prawie wszędzie 🙂 . A depresja poporodowa to moim zdaniem nie tylko przelotny epizod trwający kilka tygodni, który sam znika. Czasami może trwać długie miesiące. W cięższych przypadkach na pewno potrzebna jest konsultacja z psychologiem/psychiatrą. Warto zdobyć się na odwagę, bo jak mawia moja znajoma psycholog – sama za włosy do góry się nie podniesiesz…

Niezależnie od tego czy czujemy się wyczerpane i przytłoczone czy początek macierzyństwa jest dla nas radosnym doświadczeniem w każdym momencie, na pewno warto ustalić sobie priorytety i przyjmować pomoc. Mam na myśli nie tylko uwzględnianie potrzeb dziecka. Przecież poza karmieniem piersią – nie jesteśmy niezastąpione. Chodzi także o to by nie zapominać, że mamy męża 🙂 – to też się zdarza. A przede wszystkim chodzi o to, by pamiętać o swoich potrzebach, a w tym głównie o potrzebie odpoczynku.

To, co w tym czasie najbardziej nam doskwiera, to poza brakiem snu – możliwość zrelaksowania się – taka godzina czy dwie dziennie kiedy to nie ja muszę być w gotowości i na baczność. Warto stworzyć w planie dnia taki moment, kiedy to mąż czy ktokolwiek inny weźmie dziecko na spacer, a mama w tym czasie zamiast szybkiego sprzątania czy gotowania, tylko weźmie kąpiel, albo usiądzie z książką czy gazetą, czy obejrzy serial, zdrzemnie się lub zrobi cokolwiek, co ją zrelaksuje, albo odwrotnie – zostawi dziecko z tatą w domu, a sama wybierze się na spacer…. Cokolwiek, ważne, żeby przez chwilę nie czuła się “przywiązana”.

Dzisiaj tatusiowie są chętni do włączania się do opieki nad dzieckiem i trzeba z tego korzystać. Najlepiej w konkretnych zadaniach – typu kąpiel czy właśnie spacer..

Nawet wtedy, kiedy dbasz o odpoczynek, często zdarzają się momenty, kiedy zwyczajnie mamy dość… Jesteśmy złe i nie mamy siły, dziecko ciągle płacze i w ogóle marzy nam się tylko święty spokój. Mamy wyrzuty sumienia – co ze mnie za matka! W takich momentach trzeba starać się nie obwiniać… to normalna reakcja. Przyda się trochę wyrozumiałości… dla siebie. Monotonia, zmęczenie, czasami samotność (bo z osoby bardzo aktywnej nagle większość dnia spędzasz sama – z dzidziusiem przecież nie porozmawiasz) robią swoje… Ale to mija. Jedyne co można zrobić, to zaakceptować takie reakcje i się nie obwiniać. A z drugiej strony mówić o tym otwarcie mężowi. O tym, że czekasz na niego wieczorem jak na zbawienie, o tym, że ciężko… Mężczyźni przecież sami się nie domyślą 🙂 .

Dzieci rosną, czyli o porządku

Dzieci szybko rosną, pojawiają się kolejne. I wszystko jakoś samo się układa. 🙂 … No niestety samo się nie układa. Kiedy na świat przychodzi drugie i kolejne dziecko, z jednej strony jest łatwiej (już raz to przerabialiśmy i wiemy jak to wygląda), ale z drugiej strony wydaje się, że trzeba się rozdwoić. To czas, kiedy porządek i rytuały stają się jedynym ratunkiem. Mam na myśli przede wszystkim porządek w czasie. Rutynowy plan dnia. Poranna toaleta, śniadanie, spacer, zupa, drzemka, obiad, zabawy, drugi spacer… itd. Każdy układa ten plan wg własnego uznania, ale ważne żeby jakiś był.

Pamiętam, kiedy urodziłam drugie dziecko mieszkaliśmy za granicą. Nie miałam żadnej “odskoczni” w osobie mamy, czy koleżanki, czy opiekunki. Mój mąż dużo pracował. Starszy syn miał 3 lata i raczej nie miał już ochoty ani potrzeby poobiedniej drzemki, ale uparcie trzymałam się tego schematu. Szedł do łóżka czasem z książeczkami. Mówiłam, że nie musi spać jeśli nie chce, ale robiliśmy poobiedni “odpoczynek” . “Ty w swoim łóżeczku – ja na kanapie. Młodszy śpi, więc jedyne co musisz teraz zrobić – to zachowywać się cicho”. I nie chodziło mi o to, że ma być cisza, bo brat się obudzi. Chodziło o MÓJ ŚWIĘTY SPOKÓJ. W efekcie czasami zasypiał, czasami nie. Byliśmy po długim spacerze i obiedzie. Dla mnie to była godzina lub dwie z “nogami do góry”, kiedy mogłam odetchnąć, odpocząć, poczytać i zebrać siły na drugą połowę dnia. I broniłam tego, jak niepodległości. Wróciliśmy jesienią do Polski i poszedł do przedszkola, i wszystko się zmieniło. Zaczął się kolejny etap…

Nasze dzieci dorastają, czyli o relacjach

Kiedy dzieci zaczynają dorastać, stają się już zupełnie samodzielne i wydaje nam się że “mamy je z głowy” w sensie opieki. Kończy się większość okresów sensytywnych (więcej o okresach sensytywnych tutaj ). Chodzi mi o to, że może wtedy wydawać się, że spokojnie możemy zajmować się tymi młodszymi, a nastolatki już same się “ogarną”. Wbrew pozorom to czas kiedy rzeczywiście jesteśmy niezastąpieni jako rodzice i niezastąpione jako matki. Oczywiście relacje z dziećmi budujemy od urodzenia, a nie kiedy stają się nastolatkami, ale to właśnie ten czas, kiedy dbanie o te relacje staje się najważniejsze. Już nie karmimy, ani nie ubieramy, nie wozimy do szkoły, nie uczymy sprzątać. Wyzwaniem staje się przyjacielska relacja, bliska, szczera i otwarta. Ale nie “kumpelska”. Dzieci potrzebują autorytetu ojca i matki. Tylko tak możemy uczyć je wolności i odpowiedzialności. To trudny etap. Trzeba tak organizować dzień, by była okazja (nie tylko czas, ale właśnie by były okazje) do rozmowy. Indywidualnej. Z każdym dzieckiem, ze starszym w szczególności… Dzieci chcą znać nasze poglądy na różne sprawy, nawet jeśli się z nimi nie zgadzają, bo na pierwszy rzut oka są takie… nie dzisiejsze. Musimy dać im argumenty. Badania w Polsce pokazują, że młodzież najbardziej ufa rodzicom. Jesteśmy dla nich najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy i informacji. I tego trzeba się trzymać i z tego autorytetu i zaufania korzystać. A nauka polega na.. powtarzaniu i przypominaniu. Więc lepiej niech nam się nie wydaje, że skoro już raz o czymś rozmawialiśmy to, już o tym wiedzą….

Na koniec – pamiętajmy, że niezależnie od tego w jakim wieku mamy dzieci, zawsze jesteśmy dla nich jedynymi, niezastąpionymi i najlepszymi Mamami. Tymi, od których uczą się życia… Cudownie jest patrzeć jak rosną, dojrzewają, odkrywają świat, mierzą się z problemami, takimi jak my, wiele lat temu… by kiedyś stanąć na własnych nogach i pójść w świat…

Udanego Dnia Mamy !

Dodaj komentarz