Jak wybrać zajęcia dodatkowe – moje 7 zasad

Temat zajęć dodatkowych ciągle aktualny, dlatego chciałam się podzielić z wami naszym podejściem do tego tematu.

1. Plan minimum : angielski. Jeden język obcy a konkretnie angielski to absolutna podstawa. Nie pytamy czy ktoś lubi czy nie (same lekcje przynajmniej w naszej szkole naszym zdaniem nie są wystarczające) – ale tu staramy się korzystać z lekcji indywidualnych (żeby było możliwie efektywnie i nie dodawało nam logistyki, bo to dotyczy młodszych dzieci).

2. Plan minimum: sport – biorąc pod uwagę siedzący tryb życia naszych dzieci i wrodzone lenistwo chcemy, żeby wyrobiły sobie nawyk aktywności fizycznej (ja sama coraz bardziej odczuwam jego brak, szczególnie po 40-tce 🙂 ).  To minimum aktywności fizycznej, to przez kilka lat nauka pływania. Wszystkie nasze dzieci przechodzą ją mniej więcej w kl. 1-3.

3. Talenty i pasje – te niestety nie zawsze są łatwe do odkrycia i oczywiste (jak było z naszym najstarszym synem i jego pomysłem na szermierkę), ale jeżeli się ujawniają, to staramy się za nimi nadążać. Wyobrażam sobie, że gdyby się okazało, że któreś z moich dzieci miało pasje muzyczne albo jakiekolwiek inne (ale takie prawdziwe – tzn. np. przez rok chodzi za mną i płacze że chce do szkoły muzycznej , w nocy pod kołdrą czyta życiorys Beethovena itd 🙂 ) to byłabym w stanie dużo poświęcić, żeby umożliwić dziecku rozwój w tym kierunku. Nawet odpuściłabym sport. Niestety poza najstarszym i szermierką takiego przypadku w domu nie mieliśmy. Z drugiej strony czasami widzimy jakieś talenty, ale dziecko jest np wycofane albo leniwe albo nieśmiałe , itd. (mamy takich) wtedy staram się delikatnie podpowiadać , zabrać czasem na jakieś zajęcia pokazowe, itd. i cierpliwie czekać. Nic na siłę.

4. Zasada wytrwałości. Często dzieci (i nie tylko dzieci) mają słomiany zapał. Uważamy, że pozwalanie im na częste zmiany albo szybką rezygnację utrwala w nich brak konsekwencji i wytrwałości, które są bardzo ważne. W przypadku nowych zajęć np. umawiamy się, że delikwent przez miesiąc może chodzić na coś, żeby zobaczyć czy mu się spodoba. Potem musi podjąć decyzję czy chodzi czy nie. Jeśli się zdecyduje – to co najmniej na rok. Nie ma możliwości rezygnacji w połowie roku, bo się znudziło, albo na wiosnę bo ładna pogoda i woli pojeździć na rowerze. Na marginesie – mieliśmy taki przypadek z Jankiem (najstarszym) – pasjonatem szermierki, że w zerówce (wtedy zaczął trenować) na wiosnę chciał zrezygnować, bo zrobiło się ciepło i sąsiedzi wołali go na piłkę. W takim momencie dzieci potrzebują naszego stanowczego wsparcia w wytrwaniu. Każdy przechodzi słabsze chwile, kiedy się nie chce albo kiedy się wydaje, że mu słabo idzie. Szczególnie że na początku jest to zwykle żmudna praca a efekty mało widoczne. Trzeba wtedy pomóc dziecku przez to przejść i nie poddawać się.

5. Zasada umiaru. U nas brzmi tak  – masz angielski, pływać już umiesz (bo masz za sobą 2 lata zajęć na basenie, więc w tym roku już ich nie ma), wybierasz 1 sport i koniec. Jak szermierka to nie tenis , ani piłka. Jak piłka, to nie szermierka. Zainteresowań artystycznych nasze dzieci niestety na razie nie wykazują. A szkoda  – bo moje kochane pianino stoi i tylko kurz trzeba ścierać…

6. Najpierw szkoła, potem reszta – tzn. nawet zgrupowanie kadry narodowej nie zwalnia z odrabiania lekcji . Nie przeczytałeś lektury – nie idziesz na trening.

7. Kontekst wychowawczy – trzeba też zwracać uwagę do jakiego środowiska wprowadzamy dzieci, jakie tam panują zwyczaje, kim są trenerzy itd. Na przykład moja Marysia kilka lat temu chodziła na gimnastykę artystyczną – na szczęście nie przejawiała szczególnej pasji w tym kierunku. Piszę “na szczęście” , bo nie odpowiadało mi w tym sporcie  duże zwracanie uwagi na wygląd , dieta (granicząca z zaburzeniami odżywiania), makijaż – czasem nawet u 6-7 letnich dziewczynek itd. Kilka lat pomogło jej w osiągnięciu ogólnej sprawności i kondycji, a potem oczywiście przeniosła się na szermierkę….

Podsumowując u nas zawsze wychodzi szermierka 🙂 , a tak na poważnie to staramy się podchodzić do tematu zajęć dodatkowych indywidualnie (na razie słabo nam idzie…) i oczywiście brać pod uwagę nasze (rodziców) możliwości i ograniczenia finansowe, logistyczne i fizyczne oraz własne zdrowie psychiczne.

 

*Ilustracja: Janek, lat 4 , jeszcze nie wiedział że to szermierka 🙂

1 Komentarz

  • Zdecydowanie dobre i mądre podejście. Do zajęć dodatkowych nie można zmuszać, ale warto rozwijać w dzieciach potrzebę edukacji. Jeszcze kilka lat temu dyskutowałabym na temat tego czy aby na pewno dać sport w plan minimum, bo wydawało mi się , że dzieciaki same sobie organizują ruch. Jednak patrząc na ulicach mam wrażenie że jednak nie 🙁 Ciekawy wpis jest także tutaj: https://www.akademiaprogramowania.pl/zajecia-dodatkowe-dla-dzieci-i-ich-wplyw-na-rozwoj-najmlodszych/ Pomaga on szczególnie rodzicom którym ciężko wybrać coś dla swojego niezdecydowanego dziecka 🙂

Dodaj komentarz